Arnold i jego rozwałka, z cyklu #200filmówdokońcawrześnia

8.08.2020 

#200filmówdokońcawrześnia

11. Commando (1985) reż. Mark L. Lester

(3.07.2020 widziane w domu)

Ocena: 5/10
(średni, nierówny, rozczarowujący lub zbyt niedokładny, jednak nadal dający się oglądać)

[XD Pan S. to turbokozak, a ten jego antagonista to jedna z gorszych postaci ostatnio widzianych pod względem stroju, scenariusza i gry aktorskiej. Horner gra.] - Filmweb/ja 

Dla wielu z pokolenia VHS-ów jest to klasyk. Ja nie jestem z tego pokolenia, więc ciężko przeżywać to, co oni by przeżywali, ani nawet czuć jakąkolwiek nutę nostalgii. Natomiast widzę czemu ma to służyć, a ma służyć Arnoldowi i jego rozwałce. To dzieło na nic innego nie jest nastawione, ma być Arnold i ma być ARNOLD SMASH. Co prawda mamy fabułę wyjściową, jakieś kradzieże córki i dojście po trupach do jej odzyskania, ale już samo zakończenie mówi, że to tylko wyjściowa fabuła. Ma być strzelanie, wybuchy i komandos, najlepszy na planecie, pełny charyzmy i mięśni. Jest też antagonista, jedyny który może dorównać potężnemu Johnowi Matrixowi (bohater grany przez Arnolda) - dawny znajomy, który niby miał nie żyć, ale coś tam. Przezabawny typ. 

Trzeba też przyznać, że nawet niezły fabularnie jak na rozwałkę i miał swoje momenty, nawet byłem zaskoczony czasami (oczywiście bez przesady). Można obejrzeć, bo w sumie to taka definicja tego typu kina. 

Cieszę się, że obejrzałem, nawet nie oglądało mi się tego jakoś źle, no i Horner muzykę zrobił, co było dla mnie zaskoczeniem. Ani warto, ani nie warto, na pewno zabawnie.

- X

PS. A na zdjęciu widzimy najpotężniejszego człowieka na Ziemi, zaraz obok CONANA, ale to inne uniwersum.


JESTEM TEŻ TUTAJ

Komentarze