"Ava", z cyklu #200filmówdokońcawrześnia

2.08.2020

#200filmówdokońcawrześnia

7. Ava (2017) reż. Léa Mysius


Opinia X:

(02.07.2020 widziane na Ninatece)

Ocena: 6/10
(niezły; obraz niższej jakości artystycznej, ale nadal coś wnoszący bądź po prostu lekko rozczarowujący mimo artyzmu; zbyt nieuporządkowany lub trudny w odbiorze mimo innych walorów)

Miewał bardzo ciekawe momenty, motyw ślepoty, pieron wie czy nie urojonej, sporo o dojrzewaniu ("jako oswajaniu ciemności") i jakichś miłościach, jednak zdarzały się sceny, które wybijały mnie od dotychczasowych doświadczeń z tym filmem (i to raczej niezbyt na plus). 

W pewnym momencie zrobiło się beztrosko-zabawnie, a w tle jest kilka zaplątanych relacji. Muzyczka była momentami ciekawa, no ale całość lekko niespójna. Aktorsko chyba było w porządku (już nie pamiętam), zdjęcia spoko, takie festiwalowe (chodzi mi o filmy najczęściej puszczane na festiwalach). Taki ciekawy, można obejrzeć, kino niezależne.


Opinia Y:

(02.07.2020 widziane na Ninatece)

Ocena: 6/10

Tak jak napisałam na swoim Filmwebie : "Miał swoje momenty, ale jak dla mnie nie był do końca spójny, co chwilami mi przeszkadzało. Ogólnie całkiem ciekawy i nowatorski".

Początek nawet mi się podobał i przez to chyba pozostała  część filmu mnie rozczarowała. Wszystko zmieniło swój kierunek, wszystko się trochę pomotało i straciło spoiwo = rozleciało się na milion różnych kawałków. Nie wiedziałam już jak traktować ten film. Finalnie stwierdzam, że oglądało mi się to jak jakiś eksperyment artystyczny, który początkowo prowadzi widza w jakiś sensowny cel, a potem pozostawia samemu sobie na lodzie, wraz z dowolnością interpretacyjną (co nie zawsze jest takie proste). Obejrzeć można i myślę, że pewnie znajdzie się ktoś, komu ten film przypadnie do gustu. Jednak ja nie byłam tą osobą.


JESTEM TEŻ TUTAJ

Komentarze