"Co nas nie zabije, to nas wzmocni", z cyklu #200filmówdokońcawrześnia

18.08.2020

#200filmówdokońcawrześnia

18. Conan Barbarzyńca (1982) reż. John Milius


Opinia X:

(10.07.2020 widziane w domu) 

Ocena: 6/10
(niezły; obraz niższej jakości artystycznej, ale nadal coś wnoszący bądź po prostu lekko rozczarowujący mimo artyzmu; zbyt nieuporządkowany lub trudny w odbiorze mimo innych walorów)

To był naprawdę zacny i udany seans, o Cromie! Historia mocarnego wojownika Conana, który pragnie zemścić się na wrogach, odpowiedzialnych za morderstwo jego rodziny. Od barbarzyńcy do potężnego władcy. Baśń jakich teraz już nikt nie robi, nie z taką narracją, nie z taką muzyką (naprawdę świetna ścieżka dźwiękowa), nie ze wspaniałym i jedynym, kochanym Arnoldem, człowiekiem renesansu. 




Dzieło absolutne. 

Arcydzieło kiczowatej scenerii i charakteryzacji. Wyśmienita inscenizacja lokacji, te niedoróbki, ale jakże piękne niedoróbki, o Cromie! 



Pamiętliwe sceny, przełomowe efekty specjalne, coś tak ohydnego, że nie potrafię się powstrzymać od zachwytu, ach, ileż piękna! Aktorstwo sztucznie wybitne, dialogi - scenopisarstwo lotów najwyższych, z tych, mierzonych suwmiarką. 


Ten nadfilm, ta epicka produkcja, z rozmachem zawstydzającym największych, z tą jakością najlepszego mleka, zbyt długo leżącego pod świetlistymi promieniami Słońca, jest dziełem na wskroś tak niezwykłym, że ciężko się o nim pisze w jakiejkolwiek postaci. Jak twórcom udało się zbudować taką atmosferę, przy tak marnej realizacji, tego chyba nikt już mi nie wytłumaczy. Zapewne tylko cymeryjski bóg jest świadom geniuszu owych wyśmienitych artystów, którzy popełnili taką wielkość i wspaniałość! 


Nie pozostaje nic innego, jak spotkanie i towarzystwo. Tak, towarzystwo, a raczej towarzyszenie wielkiemu Conanowi, w jego dzielnej i krwawej tułaczce, ku władzy i spokoju serca. 

Niech Crom ma wszystkich towarzyszących w opiece!

Opinia Y:

(10.07.2020 widziane w domu) 

Ocena: 6/10

Co tu dużo mówić, nie jest to produkcja wysokich lotów, ale mimo to nie ogląda się jej źle, można się pośmiać, wyluzować, chwilami nawet i pozachwycać nad niektórymi scenami, które znalazły się w takim filmie, w którym byśmy się ich nie spodziewali. Kombinują jak mogą, ale nie robią tego tak jakby próbowali być wybitnym kinem, a taki który jak najbardziej odpowiada poziomowi przedstawianej treści. 


Kultowy już Arnold Schwarzenegger ponownie wcielił się w "potężną" postać. Wszyscy chyba się zgodzimy, że nikt inny by tak dobrze do tej roli nie pasował. Gdy postanowimy zetknąć się z tym filmem, we wstępnych napisach przywita nas cytat wielkiego filozofa Fryderyka Nietzschego: "Co nas nie zabije, to nas wzmocni" i kurcze stwierdzam, że idealnie podkreśla on wydźwięk historii Conana Barbarzyńcy (i tak piszę to z lekką ironią, ale w sumie nie do końca, bo naprawdę pasuje xD).



Można się przyczepić do wielu rzeczy, ale ja tego nie będę robić, bo w sumie po co? Nie gryzą one, przynajmniej mnie, aż tak, bo jak już wspomniałam, oni nie próbują udawać wybitności. Czuć zabawę w tym wszystkim, co naprawdę jest dobrym rozwiązaniem przy takich filmach. 




P.S. Valeria - ta blondyna przez cały film przypominała mi inną znaną blondynę - tę z zespołu ABBA (mówię o Agnetha Fältskog).

JESTEM TEŻ TUTAJ

Komentarze