"Maczeta", z cyklu #200filmówdokońcawrześnia

15.08.2020

#200filmówdokońcawrześnia

16. Maczeta (2010) reż. Ethan Maniquis / Robert Rodriguez

(10.07.2020 widziane w domu)

Ocena: 6/10
(niezły; obraz niższej jakości artystycznej, ale nadal coś wnoszący bądź po prostu lekko rozczarowujący mimo artyzmu; zbyt nieuporządkowany lub trudny w odbiorze mimo innych walorów)

Film samoświadomy, swoista parodia wszelkich turbokozaków, maczoniszczycieli i innych barbarzyńców. Tytułowa "Maczeta" to po prostu pseudonim głównego bohatera, który maczet używa i ciężko go zabić (odtwórcą roli Danny Trejo*). Ów Maczeta będzie się mścił, co zresztą mocno się wpisuje w decyzje fabularne twórców filmów, które "Maczeta" (tym razem film) parodiuje. Generalnie krew, kobiety, wybuchy, jakieś rewolty, sporo humoru. Taki luźny seansik, ale to Rodriguez i tego Rodrigueza czuć (specyficzne kino). Można sobie pooglądać, jak ktoś lubi kino Tarantino, to może mu nawet podejść, bo się lubią z Rodriguezem. 

[podoba mi się jak główny bohater używa jelit jako liny] - Filmweb/ja

- X

*Danny Trejo jest najczęściej uśmiercanym aktorem w Hollywood


JESTEM TEŻ TUTAJ

Komentarze