"Morza szum, ptaków śpiew, złota plaża pośród drzew"

5.02.2020

W tak pięknych okolicznościach przyrody i niepowtarzalnej, pozwolą państwo, że...

REJS 
(1970) 

Najniższa kategoria artystyczna, brak zrozumienia, dystrybucja jedynie w kinach studenckich (początki całkiem niezłe). Dziś miano filmu kultowego i niebanalnej, groteskowej, gorzkiej satyry na PRL i społeczeństwa polskiego po wydarzeniach marcowych 1968 roku.

Jeden z pierwszych obrazów polskiej kinematografii (nuda proszę pana), w których zastosowano metodę improwizacji, a przy tym 80 % obsady filmu stanowili amatorzy wyłonieni w castingach ("angażowano tylko te osoby, które nic nie potrafiły, gdy okazywało się, że ktoś umie śpiewać, recytować lub tańczyć był natychmiast dyskwalifikowany").

Fabuła jest dość prosta, a jednocześnie złożona, jak to w tego typu produkcjach. Nie zdradzam, bo może ktoś chce, tak nie wiedząc, a tutaj i tak jest drugorzędna.

Ostatnio zrobiłem sobie seans po kilku latach, no i tak mi się dłużył, że aż obejrzałem ponownie raz kolejny. Szczerze to dawno się tak nie śmiałem (szczególnie za pierwszym seansem z dwóch, bo przy następnym bardziej widziałem tę gorycz, no i bardziej zrozumiałem fabułę, mogąc wyłapać drobniejsze smaczki), a sam film trafił do ulubionych.

Nie jest to komedia dla wszystkich, bo jeśli chodzi o humor ukazywany wprost, to jest go zdecydowanie mniej, niż absurdów realistycznego dialogu i poszczególnych slapstickowych scenek. Zresztą całość jest nakręcona w sposób przypominający paradokument, co moim zdaniem potęguje komizm. No i dłużyzny, aż się chce wyjść z kina.

Ukłony w stronę reżysera - Marka Piwowskiego - za spojenie tego w całość i za to czym tam zwykle reżysery się zajmują, a także dla drugiego scenarzysty - Janusza Głowackiego. Warto też wspomnieć o świetnych rolach Maklakiewicza, Himilsbacha (aktor niezależny), Tyma w roli Kaowca i reszcie obsady, bo aktorsko ten film zły nie jest, chociaż twarze zagranicznych aktorów wyraziłyby więcej.  No i jeszcze jakiś Kilar muzykę zrobił.

Ach, nie muszę ostrzegać o brutalności.

Zachęcam do zapoznania się z "Neptunem" i jego pasażerami, tym bardziej, że trwa godzinę z kilkoma minutami, a nawet jest dostępny na YouTube w odświeżonej wersji cyfrowej, za pośrednictwem kanału studia odpowiedzialnego za tę produkcję.

Pozdrawiam,
- X

PS: ...były maje, były bzy...

JESTEM TEŻ TUTAJ

Komentarze