Niby bawoł, a jednak oko

5.08.2020

Luźno-nie luźny***  film na wieczór z mojego polecenia, to "Buffalo '66" [1998] (o polskim, według mnie średnio pasującym i zachowującym sens oryginalnego "bawoła", tytule "Oko w oko z życiem").

Trwa jedynie 1 godz. 50 min., więc jakoś specjalnie długi nie jest, dostępny (przynajmniej jak na ten moment) na jednej z tych dwóch wielkich platform streamingowych (i nie mówię o tej na literkę "N"). Więc jak ktoś ma dostęp, to może szczęśliwie obejrzeć w dobrej jakości. 

Klimacik powiedziałabym, że oldschoolowy (trochę awangardowy), utrzymany w chłodno-ciepłych, brudnawych kolorach, przez co całość odzwierciedla głównego bohatera - Billy'ego Brown'a (tak, brudnawy bohater, nie mylicie się). Reżyserem jest Vincent Gallo i to właśnie on wcielił się w postać Billy'ego. Druga ważna osobowość w tym filmie, to Layla (gra ją Christina Ricci, czyli ta od tej małej w czarnych warkoczykach z "Rodziny Adamsów").


Chodzi generalnie o to, że Billy siedział w więzieniu, no i z niego wyszedł, a później miał jakieś swoje problemy i lęki, więc porwał Laylę i kazał jej udawać swoją żonę, przed swoimi rodzicami, w swoim rodzinnym domu, podczas kolacji.



Potem wszystko się tak ciekawie rozwija, niby mało odkrywczo, ale jednak ma to wszystko jakąś oryginalną koncepcję, fajne motywy i szanuję bardzo za użycie, do jednej uroczej sceny, "Moonchild" Crimson'ów ❤️

Z ciekawostek dodam, że dom, w którym odbywała się ta kolacja, to prawdziwy dom reżysera, w którym dorastał.



***Mam na myśli to, że nie jest to film o bardzo wesołym zabarwieniu (bo jednak panuje tu lekki mrok, smętność, obojętność, nostalgia), ale tematyka nie jest jakaś abstrakcyjna czy filozoficzna itp. itd. Pojawiają się również momenty przeplatane humorem (gorzkawym). Zresztą gatunek to komedia/dramat obyczajowy. 

-Y


JESTEM TEŻ TUTAJ

Komentarze