8. Parasite (2019) reż. Joon-ho Bong
(2.07.2020 widziane w kinie)
Parasite już tutaj był, co prawda post nie był mój, ja nie byłem aż tak urzeczony przy pierwszym seansie. Natomiast widziałem go po raz drugi w kinie, na dużej sali i przede wszystkim spędziłem naprawdę dobrze czas. Znałem zawirowania w fabule i mogłem intuicyjnie obserwować innych widzów, co tych zawirowań nie znali - fajna sprawa.
Trochę jednak szkoda, że Bong swój przekaz zawiera dość nachalnie i tak, że widz nie za bardzo musi się wysilać fabularnie, bo wszystko raczej jest ładnie ukazane, przedstawione. W kinie nie mogłem się oprzeć rozrywkowemu podejściu, miałem już gdzieś te wszystkie społeczne komentarze i po prostu oglądałem perypetie chciwości w ekscentrycznym wydaniu. Mam często ochotę nazwać go filmem rozrywkowym, a raczej łączącym artyzm z popcornem. Dla mnie trochę zbyt wieje Hollywoodem jak na arthouse'owe kino niezależne, no i jest sporo rzeczy rozciągniętych na granice przesady, ale to z tego, co widzę dosyć częste wśród koreańskich filmowców, a przynajmniej ja, europejski widz odnoszę takie wrażenie.
Nie wiem czy przywaliłbym aż tyloma Oscarami, ale na pewno jest świetnie stworzony. Wysmakowanie (co prawda smaki są różne) w kadrach, kamera jeździ, sporo schodów, no i muzyka w porządku. Finalnie treść też nie jest jakaś denna, więc generalnie bardzo dobra, lekko nierówna, co do przebłysków wybitności produkcja. Na pewno warto obejrzeć. No i też fajnie, że niektórych współczesnych odbiorców po prostu zainteresował kinem azjatyckim - to dobrze zrobi i widzom i kinematografii.

Komentarze
Prześlij komentarz