Zrobiłem rewatch (z ang. "ponowne obejrzenie") całych Piratów z Karaibów. Czy to efekt kwarantanny? Czy nie mam już co oglądać? Może lubię piratów i co, nie mogę?
Bo była ankieta na jakiejś grupie i tam było pytanie: która część piratów jest najlepsza? I oczywiście ja (kiedyś entuzjasta tej serii) rzuciłem klątwą czarnej perły w mgnieniu oka, a potem sobie przypomniałem jak w zamierzchłych czasach oglądałem "Skrzynię Umarlaka" po węgiersku na DVD. I to uczucie, że kiedyś to było, wzmogło się na tyle, by stwierdzić: czemu by nie? W końcu wyrobię sobie jakieś normalne zdanie, jak już oglądam te Bergmany i inne, to może można.
No więc stało się, poziom spontanu w tej decyzji był tak potężny, że aż nie zadawałem pytań, a wszystkie części oglądałem z lektorem (bez większego powodu), no i jakby cytując mnie z filmwebowego konta* (w sensie będę się sam cytował):
1. Piraci 1 (klątwa czarnej tej i martwa małpa)
"No z jednej strony baja, ale troszkę bije klimatem i szczerze to wolę znacznie bardziej od Avengersów, choćby za świat. Realizacyjnie nie powala, ale oglądalne." <--- tu właśnie się cytuję, jak zapowiadałem i będę to tak robił
Pierwsza część podeszła mi całkiem dobrze, scenariusz był zbyt znajomy, więc zwracałem uwagę na inne rzeczy, no i nadal nie kupuję tego rzucania Elizabeth na Perle, gdy dowiaduje się, że załoga jest przeklęta etc. Widać też było mniejszy budżet i lekkie scenariuszowe dziury, ale jakościowo nadal wypada najlepiej.
No generalnie, już tak opowiadając (teraz będę tak niechlujnie spoilerować), chodzi o to, że jest sobie Jacek Wróbel i on kocha swój statek, jest sobie Elizabeth i ona chce do piratów, a jest córką gubernatora, i kiedyś wyłowili Turnera z medalikiem, i ona go kocha, i on ją też, medalik ukradła, a Barbossa jest przeklęty, bo jakieś złoto, Azteki i inne dzikie historie (nie nawiązuję do czarnej komedii z 2014 roku). No i jest jeszcze Norrington, co kocha Elizabeth też, ale ona ma go gdzieś i tylko jej ojciec chce, żeby on się z nią ożenił. No i tam tę klątwę zdejmują, wszystko się fajnie kończy, Jacek se odpływa na Perle, a Barbossa se niby nie żyje i Turner jest zaakceptowany jako pirat u gubernatora, a Norrington z szablą od Turnera przegrywa i w ogóle smutno 😕 A no i zarówno piraci jak i żołnierze mają swoją parkę dwóch ziomków, co nic nie robią poza dodawaniem jakichś elementów humorystycznych. Cała idea piratów polega na tym, by pokazać jak to oni są fajni i bezprawie również.
Całkiem może być, jak ktoś nie widział, to można widzieć. Jako przyjazna, niezobowiązująca rozrywka sprawdza się w porządku. No i muzyczka jest fajna.
Dałem 7/10 z sentymentu i swego rodzaju kultowości (podły żart).
2. Piraci 2 (skrzynia z sercem pana macki):
"Więcej luk fabularnych niż w 1, trochę za bardzo poszli w sztuczną CGI-widowiskowość, widać budżet, no i część wątków i zabiegów jest dość banalna."
Drugiej byłem ciekawy bardziej, bo jednak 1 i 3 dość często oglądałem, a ta się gdzieś gubiła (ale to chyba nie o to chodzi, po prostu szybciej się o niej zapomina). Tak jak wspomniałem, nawalili jakichś chorych sekwencji walki, jakieś kije z owocami, kanibale, udawanie chomików oraz kolejni dziwni przeciwnicy, ale za efekty dostali Oscara...
Tutaj historia jest niby kontynuacją; od początku widać, że jednak Will Turner i ta cała Elizabeth się nie dogadują za bardzo, w ogóle im ślub przerywa jakiś Beckett i on ich tam aresztuje, i że szuka Jacka, bo ten ma busolę, która coś tam. No i jest też Davy Jones, mackowaty ziomal co ma też dziwną, morską załogę (znowu, w 1 były przeklęte kościotrupy) i K R A K E N A na smyczy, i nie lubi Jacka, bo jakieś długi czy coś. Will wyrusza za Jackiem, bo Beckett kazał, Elizabeth ucieka i też szuka Jacka, a Jacek ucieka przed mackowym i szuka klucza do skrzynki, a mackowy szuka Jacka i wszyscy wszystkich szukają. Potem, że serce mackowego jest w tej skrzyni i wszyscy chcą skrzyni, a kończy się tak, że Jacek i Perła ginie w jamie K R A K E N A (bo Elizabeth, całując go na oczach Willa 😮 przywiązuje go do statku, a reszta se odpływa) i mackowaty hepi; zakochana para sama nie wie, czy jest zakochana, a Beckett w sumie nie wiem, już nie pamiętam. Edit: Norrington stał się pijakiem, ale na końcu zgarnął to serce mackowatego i dał Beckettowi, żeby ten go wrócił do komodorowania i przez to mają mackowatego na smyczy. I też jak Turner i przyjaciele siedzą se u Tia Dalmy (takiej jednej czarnoskórej, co ona się potem okazuje ważna) to tam Barbossa żyje nagle i klękajcie narody.
Dałem 5/10, bo owszem, wypada gorzej, wywaliłbym niektóre bzdurne sekwencje (chomikowanie było spoko, to u kanibali mogli lepiej), ale dalej można przyjaźnie spędzić czas.
3. Piraci 3 (Na krańcu świata):
"Swego czasu, była to moja ulubiona część piratów. Edit: i jak na razie, po ponownym obejrzeniu, nadal jest. Raziło sporo rzeczy, ale nostalgia wygrywa, cóż."
I tak, pozostaje ulubioną (o czym świadczy najlepiej zapisany tytuł). Byłem szczególnie ciekawy co mi się tu tak podobało, że ją bardziej lubiłem, ale już wiem! Singapur (bo skośnooki i to fajne), kraina umarłych, kraby i 50 twarzy Jacka, a także epicka (absurdalna) walka finałowa. No i ukończony wątek miłosny oraz tatko Wróbla (Keith Richards). W tej części się chyba najwięcej dzieje, nawet za plecami, albo przynajmniej najwięcej różności przyćmionych niedokładnym scenariuszem, przez co pozostaje wrażenie większej epiki.
Generalnie zupełna kontynuacja skrzynki. Beckett kazał ubić K R A k e na i rządzi wodami, bo latający holender na smyczy, tak jak mackowaty. Jacek se siedzi z krabami w piaskach, a Elizabeth i ekipa wbija do Singapuru po jakieś kozackie mapy, co prowadzą pieron wie gdzie i wszędzie zarazem i płyną po Jacka i Perłę do krainy umarłych i jakieś zielone światła i inne dziwności. Turner chce uratować ojca co jest częścią załogi mackowatego, ale wtedy musiałby zabić mackowatego i zostać sam kapitanem holendra, no i taki kapitan może tylko raz na 10 lat zejść na ląd, więc na końcu mackowaty go dźga (wtedy już są po ślubie z Eli) i ekipa daje Turnerowi przebić serce mackowatego i on umiera, a Will przejmuje holendra, potem Perła i latający absolutnie miażdżą statek Becketta i w ogóle hurra, koniec i fajnie. Po drodze jeszcze uwalniają Calypso (tą czarnoskórą, miłość mackowatego, co była jakimś bóstwem mórz) i tam wchodzi w grę jakiś nagle z czapy trybunał piratów i w ogóle zapuszczają przerobionego Ennio Morricone (❤ to kompozytor, chodzi o to, że jego utwór z "Pewnego razu na dzikim zachodzie"). W tym wszystkim Eli jest najbardziej rozdarta ze wszystkich części, sama nie wie kogo chce, nawet Nortington chwilowo jest brany pod uwagę, ale za to ginie chwalebnie i lubię tę część tak ogólnie. W dodatku mamy luźną myśl filozoficzną w postaci kapitana holendra, bo owszem pływa wiecznie, ale czy ta wieczność jest aż tak pociągająca?
Sporo absurdów, głupot i dziwactw, ale sentyment wygrywa, moja ulubiona. Dałem 6/10.
4. Piraci 4 (Na nieznanych łzach syren i cholerni Hiszpanie):
"Znowu wielki zły i potężna załoga, na razie najmniej zajmująca ze wszystkich, brakuje ducha. Dla tych co nie mają dość. Na + porzucenie źr. młodości przez Jacka"
Kolejna armia dziwolągów (tu załoga przemieniona w zombie) i trochę nowości. Średnio lubię tę część, może przez trochę zupełnie nowy etap, może przez odgrzewaną zupę, a może przez ogólne zmęczenie samą serią i jej absurdami, ale ma swoje momenty.
Barbossa nie ma nogi i służy głowie Anglii, Hiszpanie znajdują jakiegoś typa i szukają źródła wiecznej młodości, w ogóle wszyscy szukają tego źródła, co by mieli robić? Pojawia się nowa bohaterka (Penelope Cruz), która, jak się okazuje, była jakąś tam miłością Jacka i ona go udaje i jest córką Czarnobrodego, pirata, o którym nigdy wcześniej nikt nie mówił (szczególnie mi się to gryzie z poprzednim trybunałem piratów) i on w ogóle umie w czarne magie i se zaczarował załogę i okręt i ma też statki w butelkach (Perłę też, bo Barbossa ją miał wcześniej, ale stracił tak jak i nogę). Otrzymujemy potężne, nowe motywy: Zemsta Barbossy na Czarnobrodym, a ów chce się odmłodzić na rzecz swojej córki, natomiast ona chce go chyba uratować, Jacek ma wszystko gdzieś i tańczy jak mu zagrają, Hiszpanie chcą się pozbyć pogańskiej świątyni (tego źródła), Eli i Will nie istnieją, no i misjonarz zakochuje się w zabójczej syrenie. Kończy się to tak, że Czarnobrody umiera, bo Jacek świadomie myli kielichy do rytuału, Barbossa jest przyczyną jego śmierci, bo lubi żabki, a Hiszpanie rozpierniczają świątynie w cholerę.
Generalnie o tym to wszystko jest, jak ktoś nie ma dość to można obejrzeć, ale nie porywa, jednakże jest też ten element czy wieczna młodość jest sensowna, szczególnie na końcu jak se Gibbs (najlepsza postać serii) gada z Jackiem po całym zajściu.
Dałem 4/10
5. Kurde Piraci, martwi jednak gadają - zemsta salamandry:
"Nawet źle mi się na to patrzyło, żenujący obraz, już pomijając brak pomysłu na cokolwiek. Nowy, śmierdzący kotlet w starej, zużytej panierce."
Tak jak napisałem. Humor spada na żenujący poziom (tyłek to rufa) i w ogóle Jacek i Syn Willa pożądają córki Barbossy, koniki ciągną budynek banku, a sam opis brzmi jak żart: "Złowrogi korsarz ucieka z mitycznego więzienia i planuje zgładzić wszystkich piratów na morzach. Aby mu przeszkodzić, Jack Sparrow musi zdobyć Trójząb Posejdona." I szukają tego walonego trójzębu. Córka Barbossy jest uosobieniem emancypacji, nauki i obiektem pożądania. Znowu wykokszona armia. Były przeklęte szkielety, były rybopodobne dziwolągi, byli nieumarli, to teraz mamy duchy! Ale nie mogą zejść na ląd, bo tak, więc łatwiej. Im dalej tym gorzej raczej, ale się uśmiechnąłem jak zobaczyłem Elizabeth. TAK. Wrócili do korzeni! Turner i Eli istnieją, a Syn Willa chce uratować ojca (dziedziczne). Barbossa ma córkę i to też jest źródłem taniej emocjonalności, a Jacek jest cholera wiecznie pijany i gada jakby rzeczywiście był skończony. No i w tej części jest ważne, żeby Jacek nie wypuszczał z łapy tej jego busoli (przy czym, w poprzednich częściach była w niemal każdych rękach), bo wtedy te duchy się uwalniają, a zamykane były kiedy Jacek dopiero był nazwany Wróblem (mamy niby jakąś absurdalną genezę postaci napisaną na kolanie, żeby zrobić jakiś punkt wyjścia dla fabuły i zadowolić pseudo-fanów). A, no i pojawia się Paul McCartney jako wujek Jacka.
Artystycznie wypada najgorzej, jest najbardziej płytko i na oparach, ale finalnie wygląda jakby Piratów kolejnych miało nie być, chociaż scena po napisach daje jakieś możliwości. Z plusów to chociaż zaanimowany Bardem był całkiem w porządku.
Poza tym:
"Nominacje:
Złota Malina - Najgorszy aktor Johnny Depp
Złota Malina - Najgorszy aktor drugoplanowy Javier Bardem także za: mother! (2017)
Złota Malina - Najgorsze ekranowe dopasowanie Johnny Depp - i jego ograna pijana rutyna"
Dałem 3/10. Słaby, nie polecam.
Podsumowując te brednie, lubię bardziej od Avengersów, bo dotyka jakoś historii (chyba po prostu wolę statki od suberhero), chociaż jakościowo jest naprawdę różnie, a jeśli traktujesz kino jako rozrywkę, a nie sztukę i generalnie filmy to dla ciebie strata czasu, to może się spodobać. Ja osobiście tak tego nie traktuje i mi się nawet podobało (?). Wychodzi 5/10 uśredniając, czyli można oglądać 🙂
Pozdrawiam wszystkich znudzonych, luźny post, bo czemu nie.
*jakby ktoś chciał zobaczyć to oto ono: RustyMarui, można zapraszać.
- X
PS. kraken jest potężny
PS2. był*
JESTEM TEŻ TUTAJ

Komentarze
Prześlij komentarz