"Szczęki", z cyklu #200filmówdokońcawrześnia

30.07.2020

#200filmówdokońcawrześnia

4. Szczęki (1975) reż. Steven Spielberg



(26.06.2020 widziane w domu)

Ocena: 8/10

[Nie traktowałem tego stricte jako thriller, bardziej obcowanie z kinem na którym się wychowałem, ale i tak jak na tamte czasy się mocno broni. Ach...] - Filmweb/ja

To był jeden z takich filmów, co długo za mną chodzą, bo tytuł kojarzyłem przynajmniej z 8 lat temu albo i więcej. Jeszcze jak dodam, że według mojego ostatniego przeglądu najwięcej filmów obejrzałem właśnie Spielberga, to jakoś może i nie dziwne, że mi się podobał. Szkoda, że teraz mniej takiego kina rozrywkowego (kiedyś to było, wiadomo), gdzie wymyślali jakieś dziwne scenariusze na granicy prawdopodobieństwa i możliwej rzeczywistości. Kurcze rekin duży jakiś, bestia i pożera ludzi, a taka spokojna plaża była. 

Widać jak zwięźle kręcili, bo nie było możliwości, tak naprawdę rekina wcale dużo nie widać i to jest w tym chyba najlepsze. Sporo zabiegów wywołujących napięcie, w tamtych czasach musiał być mocny. Nie można też zapomnieć o jakże wspaniałej ścieżce dźwiękowej Johna Williamsa, za którą dostał Oscara. Tak w ogóle to jeszcze dostali za dźwięk i montaż. 

Natomiast ja - tak jak wspominałem - nie potraktowałem tego seansu czysto konsumpcyjnie (myślę, że wtedy mniej by mi podszedł), ale właśnie jako spotkanie z czymś minionym. Z tymi wszystkimi tworami kina popularnego tamtych lat. Spotkanie ze starym Spielbergiem po sporej przerwie (no może nie licząc Player One, ale nie wiem czy to "stary" albo chociaż "dobry" Spielberg) i może dlatego tak mi się to polowanie na dużą rybkę podobało. Zresztą zdjęcia całkiem niezłe, a i postacie barwne. No i jeden z zabawniejszych thrillerów (niekoniecznie zamierzenie, ale nadal pozytywnie i jestem na tak).

- X

JESTEM TEŻ TUTAJ

Komentarze